wtorek, 30 października 2012

Geneza i konsekwencje zbrodni. [2 – część 3]

Tęsknota Justyny za miłością i zemsta na niewiernym kochanku - Granica  Zofii Nałkowskiej 

 Literatura podmiotu: części 1 – 4

  1. Eco Umberto, Imię róży,
  2. Dostojewski Fiodor, Zbrodnia i kara,
  3. Nałkowska Zofia, Granica,
  4. Szekspir William, Makbet.
 3.  Zofia Nałkowska – Granica

Jedną z bohaterek Granicy Zofii Nałkowskiej jest nieślubne dziecko Bogutowej. 

Justynie pozwalano na zabawy z hrabianką Różą Tczewską w Chązebnej, gdzie jej matka pracowała w charakterze dworskiej kucharki.

Mimo ogromnej różnicy klasowej między dziewczynkami ich przyjaźń trwała kilka lat. 

Prawdopodobnie z tego beztroskiego okresu wywodzi się niemające realnych podstaw naiwne i bezkrytycznie pozytywne nastawienie Justyny do życia. Bogutowa zaczęła chorować i dlatego wielokrotnie zmieniała miejsca pracy. Została w końcu zatrudniona w Boleborzy, ale pojmowała to zajęcie jako rodzaj degradacji.

Justyna, która nigdy nie poznała swojego ojca, zawsze przebywała z matką, a u pani Ziembiewiczowej nauczyła się pięknie haftować. Będąc prostą, wiejską, niewyróżniającą się niczym dziewczyną, nie mogła liczyć na poprawę pozycji klasowej.

Jej los był właściwie z góry przesądzony. Pochodząca z nizin społecznych kobieta mogła pełnić służbę u bogatszych ludzi; oznacza to więc, że Justyna może powielić jedynie schemat życia matki, wiodąc narzuconą przez feudalny porządek egzystencję bez perspektyw.

Do Boleborzy na wakacje przyjeżdża panicz Zenon. Dziewiętnastoletnia Justyna zostaje jego kochanką i naiwnie zakłada, że powróci do niej, kiedy skończy edukację. Bogutówna jest wówczas prostoduszną, szczerą, wrażliwą dziewczyną, głęboko wierzącą, że dzięki miłości do Zenona odmieni swój los.

A jednak tenże los nie był dla niej łaskawy. Nagła śmierć matki skazuje ją na samotność i sprawia, że czuje się nieszczęśliwa, zagubiona, niepewna, rozdarta i kompletnie zdezorientowana.

Przemyślawszy swoje położenie, decyduje się na pozostanie w mieście i opiekuje się chorą kobietą. Przypadkowe spotkanie z Zenonem po jego powrocie z Paryża skłania Justynę do zwierzeń i przywraca jej radość życia.

Drugi raz zostaje jego kochanką i dzięki temu dostrzegamy jej osobowość. Ta prosta, wiejska dziewczyna jest po prostu subtelna, uczciwa, troskliwa, czuła, niezwykle wrażliwa na ludzką krzywdę.

Marzy nie tylko o miłości, lecz także o dziecku i w naturalny, otwarty sposób wypowiada się o swoich pragnieniach. Justyna nie jest świadoma ani tego, że Zenon spotyka się z inną kobietą, ani tego, że nigdy jej nie pokocha.

Z czasem stanie się dla niego ciężarem, wstydliwym wyrzutem sumienia i potencjalną przeszkodą w budowaniu kariery. Dokonanie aborcji, doznanie krzywdy i żal z powodu niespełnionych nadziei doprowadzają Justynę do załamania nerwowego.

Obcowała z najbiedniejszą warstwą społeczeństwa, co z pewnością również miało negatywny wpływ na jej samopoczucie. Jako niezwykle wrażliwa kobieta bardzo przejmowała się śmiercią osób z najbliższego otoczenia.

Cierpiała po zgonie matki, ogrodnika Borbockiego, dzieci Jasi Gołąbskiej, starej Borbockiej, Jadwisi, Jasi Gołąbskiej, Franka Borbockiego oraz swojego nienarodzonego dziecka.

Justyna staje się apatyczna, popada w depresję, próbuje popełnić samobójstwo, a przyczyną tego nieustannego przygnębienia są dręczące ją wyrzuty sumienia po zamordowaniu własnego dziecka.

Rozterki wewnętrzne, ciągłe rozmyślanie o umarłych, rozpacz i samotność musiały zakończyć się szaleństwem i chorobą psychiczną bohaterki. Bogutówna zamieszkała u Niestrzępów i tam spotykała Podebraka.

Na wyobraźnię obłąkanej, nieszczęśliwej kobiety miała wpływ jego tragedia. Dowiedziała się mianowicie, że ów kryminalista zastrzelił dwoje ludzi – żonę i przyjaciela, ponieważ podejrzewał ich o romans.

W umyśle Justyny (pod wpływem historii Podebraka) zrodziła się nieodparta pokusa wyrządzenia krzywdy Zenonowi. Bohaterka oblała twarz Ziembiewicza kwasem, który wypalił mu oczy.

Tak wyglądała jej zemsta za zdradę i upokorzenie. Była ponadto głęboko przekonana o tym, że ma obowiązek pomścić śmierć wszystkich bliskich osób – zarówno tych spod podłogi, jak i tych zabitych na miejskim placu.

Justyna, która sporadycznie myślała o sobie, koncentrowała się przede wszystkim na życiu innych ludzi, poświęcając całą uwagę robotnikom i ubolewając nad koszmarnym losem Gołąbskich w suterenie. Mimo popełnienia zbrodni i pobytu w więzieniu narrator nie obarcza Bogutówny winą. 

Przeciwnie! 

Wyczuwamy jego sympatię, zrozumienie dla jej desperackiego czynu oraz współczucie.

Dlaczego?

Z kilku powodów. Jako ta trzecia Justyna najwięcej wycierpiała i to jej wyrządzono krzywdę. Bólem, goryczą i obłędem przypłaciła swoją ufność, naiwność, prostolinijność, niepojmowanie słowa mezalians i brak egoizmu.

Udręczona, samotna, zdesperowana, szalona, odtrącona przez kochanka popełniła przestępstwo i w jakiś sposób została za nie ukarana, ale na pewno miała w sobie więcej dobra niż zła.
cdn  

poniedziałek, 29 października 2012

Geneza i konsekwencje zbrodni. [2 – część 2]

Zbrodnia i kara  Fiodora Dostojewskiego    

Literatura podmiotu: części 1 – 4
1. Eco Umberto, Imię róży,
2. Dostojewski Fiodor, Zbrodnia i kara,
3. Nałkowska Zofia, Granica,
4. Szekspir William, Makbet.

 2.  Fiodor Dostojewski – Zbrodnia i kara

Fiodor Dostojewski w Zbrodni i karze przeprowadza wnikliwą analizę psychologicznego podłoża zbrodni dokonanej przez studenta prawa. 

W momencie popełnienia przestępstwa Rodion Raskolnikow ma dwadzieścia trzy lata, ale należy podkreślić, że ten młody człowiek wielokrotnie rozmyślał nad zaplanowaniem zbrodni doskonałej.

Dlaczego?

Jedną z przyczyn była na pewno bieda i brak środków materialnych na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Bohater ma świadomość, że warunki egzystencji jego matki i siostry uwłaczają ludzkiej godności. 

Te kochające go kobiety są zdolne do wielu wyrzeczeń w celu zapewnienia mu możliwości nie tylko ukończenia studiów, lecz także wymarzonego awansu społecznego.

Dumny i rozżalony z powodu niedostatku Rodion na swoją ofiarę wybiera Alonę Iwanownę, ponieważ drażni go jej majątek. Lichwiarka jest bardzo bogata i według Raskolnikowa powinna podzielić się swoimi pieniędzmi z uboższymi członkami społeczeństwa.

Względy materialne na pewno nie były jedyną przyczyną morderstwa. Jego pobudki tkwiły głęboko w przekonaniach i poglądach bohatera. Do wysunięcia takich sugestii skłaniają następujące obserwacje.

Tuż po dokonaniu zabójstwa Rodion nie zatrzymuje dla siebie kosztowności. Wręcz przeciwnie! Próbuje pozbyć się zrabowanego mienia lichwiarki. Zastanawiające jest ponadto głęboko emocjonalne podejście bohatera do obcej przecież kobiety.

Raskolnikow gardzi nią, odczuwa wobec niej wewnętrzną antypatię i postrzega ją jako istotę podrzędnego gatunku, jednocześnie wywyższając siebie i stawiając swoją osobę na ponadprzeciętnym poziomie. W tej kwestii wiele wyjaśnia lektura jego artykułu.

Student prawa niewątpliwie był zafascynowany poglądami Fryderyka Nietzschego. Bazując na filozofii tego myśliciela, Rodion podnosi siebie do rangi nadczłowieka, któremu – dzięki wyjątkowym predyspozycjom – wolno eliminować ze społeczeństwa podludzi, czyli jednostki niższej kategorii.

Rodion konsekwentnie i bez umiaru popada w samozachwyt, aż do osiągnięcia zenitu, kiedy porównuje siebie do Napoleona, u którego imponowało mu bezwzględne postępowanie zmierzające w kierunku osiągnięcia wyznaczonego celu.

Owszem, osiągnął cel i zamordował Alonę, ale w swym dążeniu do doskonałości nie przewidział, że w mieszkaniu lichwiarki zastanie również jej siostrę. Przekonał się więc, iż nawet drobiazgowo przygotowany i obmyślany plan może ulec modyfikacji i przez to zamiast jednej zamordował dwie kobiety.

Rodion tak naprawdę na sobie przeprowadza eksperyment. Pragnie sprawdzić swoją odporność psychiczną tylko po to, żeby postawić siebie w gronie nietzscheańskich ludzi wyższej kategorii, którym przysługuje tworzenie nowej moralności oraz łamanie wszelkich, obowiązujących dotychczas praw.

Rodion jawi się jako wielowymiarowa postać o skomplikowanej psychice i złożonej osobowości. Mogłoby się wydawać, że hołdujący poglądom Nietzschego młodzieniec udźwignie ciężar zbrodni i nie ugnie się pod nim.

Nic bardziej mylnego i w tym momencie przechodzimy do analizy konsekwencji nieetycznego postępku. Bohater izoluje się od ludzi, popada w apatię, a jego stan psychiczny graniczy z obłędem, pomimo tego, że nie odczuwa ani skruchy, ani wyrzutów sumienia.

Punktem zwrotnym w jego życiu jest poznanie Soni Marmieładow, dzięki której przyznaje się do winy. Raskolnikow zostaje skazany na osiem lat katorgi na Syberii, gdzie towarzyszy mu zakochana w nim dziewczyna. To ona przekonała Rodiona, że musi ponieść konsekwencje swojej zbrodni, ponieważ nie wyobrażała sobie wspólnego życia w przyszłości z jej piętnem.
cdn

piątek, 26 października 2012

Geneza i konsekwencje zbrodni. [2 – część 1]

,,Imię róży", ,,Zbrodnia i kara", ,,Granica" , ,,Makbetto kolejne utwory, które możesz wykorzystać do przedstawienia motywu zbrodni bądź zbrodniarza w literaturze.

Literatura podmiotu: części 1 – 4
1. Eco Umberto, Imię róży,
2. Dostojewski Fiodor, Zbrodnia i kara,
3. Nałkowska Zofia, Granica,
4. Szekspir William, Makbet. 

1. Umberto Eco - Imię róży


Akcja powieści Imię róży Umberto Eco rozgrywa się za murami benedyktyńskiego opactwa. 

W odizolowanym od ludzi klasztorze dzieją się rzeczy niezwykłe, a panująca w nim atmosfera jest pełna napięcia i niepewności.  

Przyczyniają się do tego, z teologicznego punktu widzenia, dwa powody. 

Trwają mianowicie spory o ubóstwo kościoła i dochodzi do konfliktu między papieżem Janem XXII a cesarskimi teologami.   W świecie przedstawionym powieści pojawia się również fascynujący wątek kryminalny, który tylko pozornie przesłania narastające konflikty. 

O randze i znaczeniu klasztoru mogą świadczyć zwracające uwagę wypowiedzi braci. Wilhelm postrzega benedyktyńskie opactwo jako pomniejszony kosmos, a sam opat – świadomy potęgi swojej władzy – ośmiela się twierdzić, że jest jedynym panem tuż po Bogu.  

W klasztorze z niewyjaśnionych przyczyn umiera pierwszy zakonnik, a jego śmierć ma znamiona tajemniczego samobójstwa. 

Właśnie w tym czasie przybywa do opactwa angielski franciszkanin Wilhelm z Baskerville, żeby wziąć udział w dyskusji na temat ubóstwa braci.

Zakonników zaczyna ogarniać strach i przerażenie, ponieważ bez żadnego sprecyzowanego powodu giną inni bracia, a ich ciała nie są okaleczone. Nic nie świadczy o tym, że do zabójstwa użyto brutalnych narzędzi takich, jak chociażby siekiera, nóż, czy topór, a więc ręce mordercy nie zostały splamione krwią.

Wilhelm z Baskerville słynął z mądrości i dlatego poproszono go o pomoc w rozwiązaniu tajemnicy dotyczącej mnichów: Adelmusa, Wenancjusza, Berengara, Seweryna oraz Malachiasza.

Anglika zachęcano do pośpiechu w wyjaśnieniu zagadkowych morderstw, ponieważ do klasztoru miał przybyć reprezentujący papieża groźny inkwizytor Bernardo Gui, który byłby skłonny do wykorzystania każdego pretekstu w celu skompromitowania dyskusji o ubóstwie.

Wilhelm przyjmuje założenie, że inspiracją mordercy są apokaliptyczne proroctwa o siedmiu aniołach z siedmioma trąbami. Morderca niemalże stara się utwierdzić go w przekonaniu, że jest to słuszny trop, bo obrazy odpowiadają tym utrwalonym w Apokalipsie.

Okazało się, co Wilhelm odkrył przez przypadek, że rozwiązanie zagadki znajdowało się w sercu opactwa. Tym pilnie strzeżonym i zbudowanym na zasadzie labiryntu miejscem była słynna biblioteka.

Niewidomy mnich z Hiszpanii – Jorge z Burgos – (pozornie uosobienie godności) posłużył się śmiercionośnym manuskryptem, czyli drugą częścią poetyki Arystotelesa i to on był sprawcą wszystkich zbrodni.

Uważał bowiem, że śmiech może spowodować wiele szkód i dlatego pragnął schować przed światem księgę traktującą o komedii. Jorge swoje przekonania przypłacił życiem, ponieważ świadomie skazał siebie na samounicestwienie.

Jego kunsztownie przeprowadzone zbrodnie otarły się o doskonałość, ale śmierć starego mnicha – po zjedzeniu zatrutych kartek – była pozbawiona dostojeństwa i misternej, biblijnej stylizacji. Znany z łagodności zakonnik pozostał wierny swojej idei, u podstaw której leżało przeświadczenie o szkodliwości śmiechu.
cdn

czwartek, 25 października 2012

SCENA IX trzeciej części ,,Dziadów" Adama Mickiewicza. NOC DZIADÓW

Metamorfoza głównego bohatera dramatu przyczyną braku kontaktu z nim. Ostatnia część streszczenia III części Dziadów Adama Mickiewicza

Bohaterami tej sceny – odbywającej się na cmentarzu – są Guślarz i Kobieta w żałobie, która chce zobaczyć jednego ducha:


 „Tego, co przed laty wielu
Zjawił się po mym weselu,
Co pośród duchów gromady
Stanął nagle krwawy, blady,
I mnie dzikim okiem łowił,
I ani słowa nie mówił”.

Guślarz wyjaśnia, że wówczas ten człowiek mógł jeszcze żyć, a wezwana dusza, opuściwszy ciało, pojawiła się jako blade widmo. Widoczna na piersiach rana świadczyła o cierpieniach serca. Guślarz i Kobieta schowani w dębie postanawiają obserwować uroczystość, oczekując ukazania się tego upragnionego, jedynego ducha. 

Guślarz opowiada Kobiecie o dwóch obrzydliwych i odrażających trupach. Pierwszy z nich jest pochowany od niedawna, ponieważ ma jeszcze w dobrym stanie odzież. Zamiłowanie do pieniędzy za życia stało się jego przekleństwem po śmierci. To może być zabity przez piorun Doktor, którego zachłanność została napiętnowana palącym srebrem i złotem. 

Tak kończą zdrajcy, przedkładający dobra materialne nad poczucie godności, myślący wyłącznie kategoriami zysku i wygody.

„Ach, wylej, człowieku, dla biednej sieroty,
            Dla więźnia jakiego, dla wdowy,
Ach, wylej mi z ręki żar srebrny i złoty,
            I dukat ten wyłup mi z głowy”.

Zgodnie z wierzeniami ludowymi przekazanymi już w II części Dziadów zbrodni przeciwko ludzkości nie może rozgrzeszyć człowiek. Widmo godzi się więc z myślą, że dotąd musi cierpieć, dopóki Nowosilcow nie dołączy do świata umarłych. Wówczas zemści się na nim za jego żądzę posiadania.

„Ty nie chcesz! ha kruszec przelewać ja muszę
            Aż kiedyś ten dzieci pożerca
Wyzionie łakomą, bezdenną swą duszę,
            Ten kruszec mu wleję do serca”.

Drugim ohydnym trupem jest prawdopodobnie Bajkow.

„Jakie obrzydłe trupisko!
Blade, tłuste, trup to świeży,
I strój świeży ma na ciele,
Ubrany jak na wesele;
I gad niedawno go toczy,
Ledwie mu wpół wygryzł oczy”.

Kiedy Bajkow żył, planował każdego roku zmieniać żonę, toteż teraz diabeł przybiera postać dziewczyny wabiącej go kusząco do siebie. Ramiona ukochanej, w których mógłby się za chwilę znaleźć, zamieniają się w psie pyski szarpiące jego ciało. Na tym jednak męka się nie kończy. Każda część ciała funkcjonuje jakby była żywa, a gdy zbiorą się wszystkie w jedną całość, procedura powtarza się według utartego schematu.

„Znowu wabi ulubiona,
Znowu pada w jej ramiona,
Znowu go porwały czarty,
I znowu w sztuki rozdarty –".

Zbliża się koniec Dziadów, nadchodzi świt i Kobieta lęka się, że nie zobaczy ukochanego. 

Wymówiła – na polecenie Guślarza – jego imię, a mimo to nie pojawił się na wezwanie, ponieważ:

„Albo zmienił ojców wiarę,
Albo zmienił imię stare.
Widzisz, już zbliża się ranek,
Gusła nasze moc straciły,
Nie pokaże się twój miły”.

Oboje wychodzą z drzewa i wówczas Kobieta spostrzega nadciągające od strony Litwy kibitki. Dawny Gustaw, obecny Konrad, jadący w jednej z nich tylko przelotnym spojrzeniem obrzucił Kobietę. Jego ciało pokrywają liczne blizny po mieczach wbijanych przez „nieprzyjaciół narodu”, z których tylko śmierć może uleczyć. 

Męczennik sprawy narodowej całkowicie i bez reszty poświęcił się ojczyźnie. Nie zapomniał jednak dawnej, wymarzonej miłości. Rana, którą – jako Gustaw – sam sobie zadał, jest przyczyną najgorszych cierpień duszy.

„Ta największe sprawia bole;
Jam ją widział, jam ją zbadał;
Tę ranę sam sobie zadał,
Śmierć z niej uleczyć nie może”.


Kolejny raz ktoś modli się za duszę Konrada:

„Ach, ulecz go, wielki Boże”.


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Adam Mickiewicz, Dziady. Poema. Warszawa 1974.


Następny motyw:  Zbrodnia [2]

środa, 24 października 2012

SCENA VIII – trzeciej części ,,Dziadów" – PAN SENATOR

WILNO 

Kolejna scena dramatu pokazuje prawdziwe oblicze Nowosilcowa, który jest śmiertelnie znudzony prowadzonym w Wilnie śledztwem i chciałby jak najszybciej wyjechać do Warszawy, tym bardziej, że wzywa go wielki książę Konstanty. 

Obraził się na Doktora, który ośmielił się stwierdzić, że nie udało im się wykryć głównego wątku spisku, a to, co mają, to tylko wiersze i poszlaki.  

Narobiwszy długów u kuca Kanisyna, chcąc się od niego uwolnić poprzez aresztowanie jego syna, Nowosilcow  nie przyjmuje do wiadomości, że to jeszcze chłopiec.

„Oni wszyscy mali, ale patrz w ich serce; –
Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce”.

Do Senatora nie docierają żadne argumenty Sekretarza, który oznajmia, że dziecko jest w Moskwie. Każe aresztować chłopca, a po chwili już musi rozstrzygać następną sprawę. Zapytany o dalsze rozkazy wobec Rollisona, któremu Botwinko wymierzył około trzystu batów w śledztwie, nie może nadziwić się, że on jeszcze żyje.   

Do Nowosilcowa przybywa pani Rollison prosić o łaskę dla syna. Towarzyszy jej zwykle pani Kmitowa,  ponieważ matka chłopca jest niewidoma. Kiedy mówi Senatorowi o biciu syna, torturowaniu go, przelanej krwi i krzyku dochodzącym z więzienia, on wszystkiemu zaprzecza.  

W obecności Panny przynaglającej go do przyjścia na bal chce pokazać swoją wspaniałomyślność i udając niewiedzę, poleca zbadanie sprawy. Pani Rollison jest niemal uszczęśliwiona, bo pojawiła się przed nią iskierka nadziei. Naiwnie uwierzyła w sugestie pani Kmitowej, że Senator nie słyszał o brutalnych przesłuchaniach jej syna.

„Tyś nie wiedział! – te łotry wszystko tobie tają.
Wierz mi, Panie, tyś łotrów otoczony zgrają;
Nie ich pytaj, nas pytaj, my wszystko powiemy,
Całą prawdę –".

Po wyjściu pań Nowosilcow każe wprowadzić matkę Rollisona do więzienia pod pretekstem odwiedzenia syna. Prawdziwy cel tej dobroduszności to zamknięcie jej tam, aby nigdy więcej nie przeszkadzała, gdy on pije kawę. Doktor i Bajkow podpowiadają, że Rollison jest chory na płuca. Podtekstem tej dwuznacznej wymiany zdań jest doradzanie umożliwienia mu samobójstwa poprzez otwarcie okien celi na trzecim piętrze. 

Dalsze losy młodego człowieka w ogóle nie obchodzą Senatora, gdyż oświadcza, że mogą jego ciało nawet balsamować. Następnie drwi z trupiej karnacji skóry  Bajkowa, który prawdopodobnie będzie się żenił. Nowosilcow dalej szydzi i zastanawia się, w jaki sposób udało się nakłonić pannę, żeby wyraziła zgodę na małżeństwo z Bajkowem. 

W epoce stawiającej na pierwszym miejscu uczucie  jego riposta brzmi cynicznie, ponieważ wynika z niej, że co rok będzie uszczęśliwiał kolejną kobietę tytułem generałowej.

W jego mniemaniu zostanie generałową to wielki zaszczyt i honor dla wywodzącej się z drobnej szlachty dziewczyny i jest przekonany, że chętnych panien nie zabraknie. 

Dla splendoru, rzekomej poprawy pozycji społecznej, zaspokojenia chorych ambicji i chwilowej sławy niektóre kobiety odważą się na wszystko – nawet na ślub z taką kreaturą. Nowosilcow, Bajkow i Pelikan próbują dowiedzieć się od Księdza Piotra, kto mówił mu o biciu Rollisona. 

Jego milczenie staje się przyczyną nie tylko wybuchów gniewu, lecz także spoliczkowania zakonnika, który przepowiada Doktorowi i Bajkowowi rychłą śmierć.

„Ach, bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił.
Dziś ty staniesz przed Bogiem. (...)
Bracie, i ty poszedłeś za jego przykładem!
Policzone dni twoje, pójdziesz jego śladem”.

Senator przypuszcza, że Ksiądz ulega jakimś wpływom, a Doktor kieruje jego podejrzenia na księcia Czartoryskiego i Lelewela. Nowosilcow obłudnie obiecuje Doktorowi profity za donosicielstwo i każe mu zgromadzić dokumenty. Sekretarzowi wydaje polecenie aresztowania go wraz z nimi, bo nie może dopuścić do sytuacji, w której musiałby dzielić się z kimś sukcesem.

„Ja pracowałem, śledztwo prowadziłem całe,
A on z tego odkrycia miałby zysk i chwałę!”.

O piątej, kiedy toczy się rozmowa, Doktor ze zdziwieniem spostrzega, że wskazówki jego zegarka pokazują dokładnie dwunastą. 

Ksiądz uświadamia mu, że jest to przestroga, poprzez którą Bóg nakazuje troskę o duszę, ponieważ czas życia zatrzyma się właśnie na tej godzinie.  

Nikt go oczywiście nie słucha, lekceważąc spokojne ostrzeżenie. Teraz na scenę wkraczają damy niezadowolone z nieobecności Senatora na balu. Zniecierpliwione oczekiwaniem zaczynają przygotowania do menueta w jego gabinecie.

 BAL

Wśród zgromadzonych na balu osób nie wszystkie są zadowolone i wzięły w nim udział  z obowiązku albo z lęku, ponieważ zaproszenie było niemal rozkazem. Jedynie Starosta ośmielił się sprzeciwić woli Senatora, zostawiając żonę i córkę w domu.  

Uchronił je w ten sposób przed jednoznacznymi, niemoralnymi propozycjami ze strony Nowosilcowa i jego zauszników słynących z rozwiązłości. Sam Senator wzbudza odrazę, gdyż niektórzy ludzie, patrząc na niego, nie mogą zapomnieć jego okrucieństwa.

„Patrz, jak on łasi się i liże,
Wczora mordował, tańczy dziś; (...)
Wczora mordował i katował,
I tyle krwi niewinnej wylał;
Patrz, dzisiaj on pazury schował
I będzie się przymilał”.

Nienawiść do oprawcy budzi tak groźne emocje, że Justyna Pola Bestużew siłą musi powstrzymywać od morderstwa. Uświadamia mu jednocześnie, iż byłoby to tylko pretekstem do dalszych prześladowań, a na miejsce Senatora przybyliby następni – może gorsi. Ta przygnębiająca prawda dowodzi bezsilności Polaków wobec absolutyzmu, tyranii i potęgi carskiej Rosji.

Bestużew

„Cóż stąd, jednego łotra zgładzić
Lub ubić, co za zysk?
Oni wyszukają przyczyny,
By uniwersytety znieść,
Krzyknąć, że ucznie jakubiny,
I waszą młodzież zjeść.
 Justyn Pol

„Lecz on zapłaci za męczarnie,
Za tyle krwi i łez.
 Bestużew

Cesarz ma u nas liczne psiarnie,
Cóż, że ten zdechnie pies. (...)
Pol

Czyż go to za nas nikt nie skarze?
Nikt się nie pomści?
           Ks. Piotr
                       
        Bóg!”

Stosownie do mających nastąpić wydarzeń zmienia się muzyka i słychać arię Komandora. 

Wśród tańczących mimowolnie pojawia się zaniepokojenie i konsternacja. Z przerażającym krzykiem wpada pani Rollison przekonana, że jej Jaś, wyrzucony na bruk, nie żyje.  

Ksiądz próbuje uspokoić ją, twierdząc, iż jest tylko ranny. Prawie w tym samym momencie słychać grzmot i uderzenie piorunu. Wszyscy dowiadują się od Pelikana o tajemniczej śmierci Doktora, którego zgubiła służalczość i zamiłowanie do rosyjskich rubli.  

Nawet Senator przypomniał sobie przepowiednię Księdza Piotra i kiedy słychać następny grzmot, większość gości ucieka z balu. Ksiądz Piotr przytacza dwie przypowieści, z których pierwsza mówi o zbójcy uratowanym od śmierci pod gruzami walącego się domu. Anioł, ostrzegając go, nie uczynił tego bynajmniej z litości i zapowiedział:


„Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz,
Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz”.

Dla niektórych ludzi, takich jak Nowosilcow, radość z ocalenia w danym momencie może okazać się krótkotrwała, a śmierć najgorsza z możliwych poprzedzona niepewnością i strachem przed czyhającą niewiadomą.

Sens drugiej przypowieści jest podobny. Wódz rzymski, pokonawszy wojska potężnego króla, wymordował niewolników, a pozostawił przy życiu tylko najwybitniejsze osoby. Przyczynę tej decyzji wodza wyjaśnia prosty żołnierz, który oświadcza, że to, co spotka króla i dowódców, będzie przestrogą dla innych. 

Rzymski wódz przywiąże ich do swojego zwycięskiego wozu i będzie pokazywał wszystkim, jakich dostojników pokonał. Kiedy spełnią swoją misję, polegającą na potwierdzeniu wielkości wodza i budzeniu strachu przed nim, zostaną oddani w ręce kata. Każdy, niezależnie od swojej obecnej potęgi, będzie musiał pogodzić się w przyszłości z przegraną.  

Jeżeli udało mu się przemocą podporządkować sobie innych, może spotkać się z podobnym potraktowaniem. Z czasem pojawi się ktoś silniejszy, kto, pokonawszy przeciwnika, będzie tak samo bezwzględny. Kiedyś trzeba będzie zejść z dziejowej areny i pozostaje pytanie – w glorii sławy czy z opuszczonymi głowami?   

W roku ukazania się Dziadów drezdeńskich było to pytanie retoryczne. Dziś dopiero możemy na nie odpowiedzieć. Nikt nie oddaje hegemonii bez walki, która zwycięzcom przyniosła wolność, a pokonanym „płacz wieczny i zębów zgrzytanie”. 

Ostatni dialog VIII sceny toczy się między prowadzonym na przesłuchanie Konradem a Księdzem Piotrem. 

Więzień uświadamia sobie, że kiedyś widział zakonnika, który odegrał w jego życiu bardzo ważną rolę w chwili zwątpienia. 

Dziękując za okazaną mu przyjaźń, ofiarowuje pierścień w intencji ubogich i dusz czyśćcowych.

                    „Za pierścionek ja ci dam przestrogę.
Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę;
Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie,
Szukaj męża, co więcej niźli oni umie;
Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imię Boże.
Słuchaj, co powie...”.

Ponieważ dramat ma strukturę otwartą, profetyczna (prorocka) wizja księdza nie została dopowiedziana. Konrad przypomina sobie, że duchowny jest tą osobą, która w Improwizacji modliła się za jego duszę, a teraz mogłaby nakreślić mu kierunek działania prowadzący do uratowania ojczyzny. Ksiądz jednak zawiesza niejako swoją wizję w myślach, a Żołnierz nie pozwala na kontynuowanie rozmowy.
 

Następny wpis:   SCENA IX.  NOC DZIADÓW