piątek, 28 września 2012

Adam Mickiewicz – D z i a d y – część IV [2]

Streszczenia ciąg dalszy...

Rozpoczyna się godzina rozpaczy.

Duch Pustelnika przytomniej rozgląda się po miejscu, do którego zawędrował i przypomina sobie Księdza oraz jego dzieci. W osobie dziwnego przybysza spowiednik rozpoznaje Gustawa, swojego byłego, najlepszego ucznia, wyrzucając mu jednocześnie tajemnicze zniknięcie na długie lata.

Starzec wyznaje, że kochał go jak syna i marzył, żeby chociaż jeszcze raz zobaczyć go przed śmiercią. W imię tej ojcowskiej miłości Gustaw wybacza mu, iż został wychowany na człowieka nadwrażliwego, subtelnego, dla którego zetknięcie z twardą rzeczywistością było ciosem.

„Starcze! a gdy ja zacznę oskarżać nawzajem,
Przeklinać twe nauki, na sam widok zgrzytać?
Ty mnie zabiłeś! – ty mnie nauczyłeś czytać!
W pięknych księgach i pięknym przyrodzeniu czytać!
Ty dla mnie ziemię piekłem zrobiłeś i rajem!
A to jest tylko ziemia!”.

Gustaw nie ma teraz czasu, żeby przyjąć gościnę, bo nie będzie mógł odwdzięczyć się za nią. Postępuje więc zgodnie z prawdą moralną, że człowiek obarcza siebie zobowiązaniem, doświadczając dobra od innych ludzi.

Gustaw uważa, że skoro nie ma w nim łez i ludzkich uczuć, nie może pozwolić sobie na zaciąganie długu wdzięczności na kredyt. Wspomina, że udało mu się odwiedzić niedawno dom matki, a widok rudery, jaką tam zobaczył, przepełnił jego duszę smutkiem i rozpaczą.

Dokładnie przytacza obraz zniszczeń, do których przyczynili się bezmyślni złodzieje. Z żalem, rozrzewnieniem, czułością odtwarza w pamięci swoje dawne powroty do domu, kiedy był życzliwie i wesoło przez wszystkich witany.

W pustym domu, będącym świętym wspomnieniem przeszłości, zastał tylko piastunkę, która rozpaczała nad losem swoich chlebodawców, a szczególnie nad nieznanymi dziejami umiłowanego panicza. Gustaw, w celu odzyskania równowagi psychicznej, wraca myślami do czasów, gdy był uczniem Księdza. Wspomina przyjaciół, wspólne zabawy, różne dziedziny nauki oraz wcielanie się w historyczne postacie.

Tak dobrze pamięta, że tutaj po raz pierwszy zobaczył ukochaną, obcował z nią, rozmawiał, napawał wzrok jej obrazem. Porównując przeszłość z obecną chwilą, Gustaw się rozpłakał. Ksiądz podkreśla, że gorycz przypomnienia tylko dręczy duszę, niczego nie może zmienić i rozdziera ją bólem cierpienia.

            „Płacz; lecz niestety, boleść przypomnienia
Nas samych trawi, a nic wkoło nas nie zmienia!”.

Dodaje jednak na pocieszenie, że łzy rozpaczy mieszają się z zachowanymi w pamięci miłymi wspomnieniami, które nawet szczytowy moment obecnego cierpienia łagodzą przechowywanym w sercu obrazem szczęśliwej chwili. Gustaw odwiedził także ogród, gdzie tkliwie przywoływał w pamięci przeżyte spotkania, czule rozmyślał o ukochanej, przypominając sobie ostatnie, wzajemne życzenia zdrowia.  

Wypytywał listek cyprysu, jak często jego wspomina kobieta, której nie może zapomnieć. Przekonał się niestety, że z upływem czasu zdarza się to coraz rzadziej. Gustaw, wychodząc z ogrodu, wbrew swojej woli znalazł się na przyjęciu. Wznoszono wiwaty, toasty i z przerażeniem zorientował się, ze jest na uczcie weselnej, na której panną młodą  była jego ukochana.

„Chciałem szyby rozsadzić...i bez duszy padłem...
Myślałem, że bez duszy...tylko bez rozumu! (...)
Jak trup samotny, obok weselnego tłumu,
Leżałem na zroszonej gorzkim płaczem darni.
Sprzeczność ostatnich w świecie pieszczot i męczarni! (...)
Wtem anioł śmierci wywiódł z rajskiego ogrodu!”.

Przebudziwszy się w panującej po zakończeniu weselnej uczty ciszy, która nie przyniosła ukojenia, Gustaw – przekonany, że na zawsze utracił ukochaną – popełnił samobójstwo. Duszę bohatera oraz jego ego rozdzierają sprzeczne uczucia. Wspominając umiłowaną dziewczynę, która została żoną innego mężczyzny, przechodzi przez wszystkie stopnie rozpaczy. 

Próbuje zrozumieć jej postępowanie, oskarża, nienawidzi, wybacza – tkliwie odtwarzając w pamięci jej cechy osobowości. Takiego zamętu uczuć nie sposób przetrzymać, a dla zdrowia psychicznego jest tym bardziej niebezpieczny, gdy człowiek sam siebie dręczy własną wyobraźnią. Bohater czuje więc, że jest szalony, bliski obłędu i zabicia tej, dla której potrafił wznieść się na wyżyny miłości i rozpaczy.

Gustaw, wykreowany na wybitną indywidualność, zbyt intensywnie przeżywa wszystkie emocje i dlatego nie jest rozumiany przez obiektywnych obserwatorów. Roznieca w sobie żar, podsyca, a kiedy dochodzi do kresu wytrzymałości ludzkiej psychiki, próbuje wyciszyć napięcie.

Nie zgadza się ze słowami Księdza, że każde wydarzenie dzieje się z woli Boga. Jest przekonany, iż wszyscy zostali stworzeni jako równi ludzie i jednakowo odczuwają uroki życia. Ona, wychodząc za mąż za bogacza, ośmieliła się zerwać nić, którą Pan chciał ich połączyć.

„Bóg osnuł przyszłe węzły, a tyś je rozstrzygła!
Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!
Postaci twojej zazdroszczą anieli,
A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!...
Przebóg! tak ciebie oślepiło złoto!”.

Oskarżywszy umiłowaną o zachłanność i niestałość uczuć, Gustaw złorzeczy jej i życzy, żeby wszystko wokół niej miało postać złota. Gdyby to jemu dano możliwość wyboru, dla niej jednej zrezygnowałby z najbogatszej, najlepszej dziewczyny, odmawiając podarowania jej przeżycia z nim chwili, która mogłaby być wspomnieniem krótszym niż „mgnienie oka”.

Rozgoryczony jej wyborem, który był według niego zdradą i powodem wiecznych cierpień, Gustaw w odruchu nienawiści byłby zdolny do zabicia ukochanej. Obmyśla jednak inny rodzaj zemsty i kary, wyobrażając sobie przebieg złożonej jej przez niego wizyty.

Swoim dziwacznym wyglądem z pewnością wprawiłby służbę, przyzwyczajoną do przepychu, w niemałe zakłopotanie. Do niej samej nie odezwałby się także ani słowem, przekazując wzrokiem męczarnie swojej duszy i zakłócając jej wewnętrzny spokój.

Hamuje zaraz jednak zjadliwość myśli i przypomina sobie, jaka jest delikatna, wrażliwa, czuła; jak doskonale pasowali do siebie, bez słów pojmując rozmowę serc.

„Tak znaliśmy nawzajem czucia wspólnej duszy,
Co jedno pomyśliło, już drugie odgadło. (...)
Jakie tylko uczucie na mych oczach błysło,
Natychmiast lotem promyka
Aż do jej serca przenika,
I na powrót błyszczy w oku”.

Gustaw bardzo kochał swoją wybrankę i nie mógłby teraz sprawić jej przykrości. Wyrzuca sobie nadmierne zaangażowanie się w tę znajomość i wewnętrznie broni dziewczyny, przyznając przed sobą, że nigdy go nie uwodziła, nie wabiła, nie przyrzekała miłości.

Jemu natomiast miała wystarczyć do szczęścia możliwość spotykania jej, przebywania z nią, czasami przypadkowa, sprzyjająca okoliczność ujrzenia kochanej osoby. Gustaw karci siebie, że zbyt mocno się rozmarzył, bo kierując się zazdrością, zapomniał, iż dla niego jest stracona na wieki; zamknięta, strzeżona, odizolowana od mar przeszłości.

Bohatera gnębi przeraźliwa samotność, a najdotkliwiej odczuwa się ją w chwili śmierci. Liryzm tych słów jest po prostu wzruszający i sprawia, że współczujemy komuś, kto tak bezgranicznie jest wyobcowany.

                 "Kamienni ludzie! wy nie wiecie,
Jak ciężka śmierć pustelnika!
Konając patrzy na świat, sam jeden na świecie!
Dłoń mu przychylna powiek nie zamyka!
Żałobne grono łoża nie otoczy,
Nikt nie pójdzie za trumną do wieczności domu,
Garsteczki piasku nie rzuci na oczy,
Zapłakać nie masz komu!”.

Gustaw prosi ukochaną, żeby na pamiątkę jego miłości jeden dzień nosiła żałobę i niekiedy uroniła łzę żalu. Wypowiedziawszy to życzenie, gwałtownie powstrzymuje swoje jęki, odwołując się do własnej dumy. Jest bowiem postacią niezwykle złożoną, skomplikowaną, w której pycha spiera się z godnością.

„Będęż, jak dziecko szczęścia, umierając szlochał?
Wszystko mi, wszystko niebiosa wydarły,
Lecz reszty dumy nie mogą odebrać!
Żywy, o nic przed nikim nie umiałem żebrać,
Żebrać litości nie będę umarły!”.

Gustaw nie może zapomnieć o ukochanej nawet po śmierci, widzi ją płaczącą nad jego cierpieniem, obiecuje czule, że niczego ze sobą nie zabierze, by za chwilę przekornie prosić Księdza o przekazanie jej informacji, że powodem jego śmierci było skręcenie w tańcu nogi.

Miałoby to sugerować, że nie stronił od zabaw z przyjaciółmi, że grywał w karty, weselił się, hulał, szalał i nigdy nie powinna się dowiedzieć, iż umarł z rozpaczy. Kiedy w obecności Księdza odbiera sobie sztyletem życie, wybija jedenasta (23ºº), samoistnie gaśnie druga świeca, piejący kur przypomina, że wraz z upływem czasu przemija życie, a z nim cierpienia. 
 cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz