poniedziałek, 2 września 2013

Streszczenie drugiej części "Dziadów" Adama Mickiewicza

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, / Co to będzie, co to będzie? Przypomnij sobie treść drugiej części Dziadów Adama Mickiewicza. Warto!

Bohater liryczny wiersza Upiór ma wiele cech wspólnych z postaciami, które pojawią się w kolejnych częściach Dziadów.   

Z Widmem ukazującym się w zakończeniu II części, z Gustawem z części IV i Konradem z III części łączy go tragiczna, nieszczęśliwa miłość.

Utwór rozpoczyna więc edycję dramatu Dziady. Poema i mógłby być zapowiedzią całej jego treści, gdyby nie zmiana koncepcji poety dotycząca konstrukcji głównego bohatera.

Ponieważ poszczególne części Dziadów powstawały w ciągu dwunastu lat, w czasie których zaszły ważne zmiany w kraju - powstanie listopadowe - rozpaczający po stracie ukochanej bohater przeobrazi się (w III części) w gorącego patriotę.

U p i ó r

Bohaterem lirycznym utworu jest człowiek, który od kilku lat nie żyje.

„Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!”

Kiedy wychodzi z grobu, pojawia się wśród ludzi, ale nie może między nimi funkcjonować, ponieważ nić własnego życia przerwał sam, popełniając prawdopodobnie samobójstwo.

Chociaż nie może dołączyć do osób żyjących, które były na jego pogrzebie, to jednak zachowane w pamięci wspomnienia, nadzieja powrotu do kraju młodości i ujrzenia ukochanej wlewają w niego nowe życie.

„Na świecie znowu, ale nie dla świata;
            Czymże ten człowiek? – Upiorem”.

Każdego roku budzi się na dzień zaduszny, żeby przebywać w tłumie ludzi. Różne krążą o nim historie, ale jego obecne cierpienia są na pewno karą za odebranie sobie życia.

Poznano świat doznań ducha, ponieważ niedawno zakonnik podsłuchał jego skargę.
Bohater liryczny przekształca się teraz w podmiot liryczny wypowiadający swoje rozterki, żale, pragnienia, a nawet pretensje i może być utożsamiany z poetą (porte parole).

Siłą wyrywającą upiora co roku z grobu jest potęga uczucia i marzenie o zobaczeniu ukochanej kobiety. W imię tej miłości godzi się na cierpienia z powodu ponownej rozłąki po ujrzeniu jej, ale żeby to mogło się stać, musi szukać jej w tłumie ludzi. Twierdzi, że nie interesuje go po śmierci ich reakcja na widok jego osoby, bo wszystkiego już doświadczył.

„Żebym cię znalazł, muszę między zgrają
Błądzić z długiego wyszedłszy ukrycia:
Lecz nie dbam, jak mię ludzie powitają;
            Wszystkiegom doznał za życia”.

Podmiot liryczny pozornie pogodził się z opinią ludzi. Kolejne zwrotki utworu są przepojone goryczą, smutkiem i przypominają bolesne przeżycia, których nie może zapomnieć – nawet w postaci ducha.

„Śmieli się niegdyś przyjaciela młodzi,
Zwali tęsknotę dziwactwem, przesadą; (...)

Ktoś myślał, że obrażam ciebie,
Uwłaczam jego rodowitej dumie;
Przecież ulegał grzeczności, potrzebie,
            Udawał, że nie rozumie”.

Podmiot liryczny zniósł w młodości i zniesie po śmierci każde upokorzenie, jeżeli ukochana obdarzy go jednym, życzliwym spojrzeniem. Do niej – jedynej miłości – zwraca się z prośbą o odrobinę uwagi, a przeżywszy tę chwilę szczęścia będzie mógł spokojnie i z godnością znosić dwuznaczne zachowania wielu osób.

„Do jednej idąc, za cóż tyle ludzi
            Muszę obrażać lub dziwić?

Cóżkolwiek będzie, dawnym pójdę torem:
Szydercom litość, śmiech litościwemu.
Tylko o luba! tylko ty z upiorem
            Powitaj się po dawnemu.

Spojrzyj i przemów, daruj małą winę,
Że śmiem do ciebie raz jeszcze powrócić,
Mara przeszłości, na jednę godzinę
            Obecne szczęście zakłócić”.

Dziady to obrzęd ludowy, którego początki sięgają czasów pogaństwa. Ponieważ światłe duchowieństwo zabraniało odprawiania Dziadów, uroczystości odbywały się w tajemnicy w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Przynoszono potrawy, napoje, owoce, gdyż lud głęboko wierzył, że w ten sposób może pomóc duszom czyśćcowym.

Adam Mickiewicz – D z i a d y – część II

Uroczystość Dziadów odprawia Guślarz, któremu towarzyszy Chór i Starzec. Po zamknięciu drzwi kaplicy i zapaleniu świec Guślarz przywołuje duchy lekkie.

„Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy”.

Usłyszawszy zaklęcie, przyleciały dusze dwojga dzieci, które poprosiły o dwa ziarnka gorczycy. Na ziemi Józiowi i Rózi czas upływał na przyjemnych zabawach; byli otoczeni troską, miłością, czułością i dlatego nie mogą dostać się do nieba.

„Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
Że według bożego rozkazu:
Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie”.

Miarą człowieczeństwa jest doznanie wszystkich przeżyć, a więc także bólu, cierpienia, goryczy. Otrzymawszy na Dziadach po ziarenku gorczycy, dusze dzieci znikają, bo w ten sposób doświadczyły pełnego wachlarza uczuć.

Następną kategorią popełnionych przestępstw jest grzech ciężki ukazujący się w postaci ducha pana wioski, w której odbywa się uroczystość. Kontrast między budzącą sympatię niewinnością dzieci, a zbrodniami przeciwko człowieczeństwu dziedzica jest ogromny.

Jego duch skarży się, że ptaki nigdy nie pozwoliły mu zaspokoić głodu. Widmo nie myśli o pójściu do nieba, bo takie pragnienie byłoby bluźnierstwem. Marzy tylko, żeby dusza opuściła jego ciało, gdyż wolałby znaleźć się w piekle, niż wiecznie umierać z głodu.

„Wiecznych głodów jestem pastwą;
A któż mię nakarmić raczy?
Szarpie mię żarłoczne ptastwo;
A któż będzie mój obrońca?
Nie masz, nie masz mękom końca!

Lecz niestety! wyrok taki,
Że dopóty w ciele muszę
Potępioną włóczyć duszę,
Nim kto z was, poddani moi,
Pożywi mię i napoi”.

Dialog z panem podejmuje Chór Ptaków Nocnych, który zapowiada, że wydziobie mu jedzenie nawet z wątroby. Zamierzają postępować tak, jak on, kiedy nie umiał okazać litości. Nie potrafił ponadto współczuć ludziom nawet w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Kruk przypomina dziedzicowi, że gdy wszedł do sadu wziąć kilka jabłek, ponieważ od trzech dni niczego nie jadł, ogrodnik poszczuł go psami. Pan (dla przykładu) kazał go srogo ukarać i został śmiertelnie pobity.

Podobne zarzuty stawia dziedzicowi Sowa. Wobec niej i jej dziecka również postąpił nieludzko, zachowując się jak człowiek bez serca. Wspomina, że kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia podeszła pod bramę pałacu, błagając go o zapomogę lub okruchy, kazał ją wyrzucić, ponieważ zakłócała huczną biesiadę.

Wyczerpana i głodna zamarzła z dzieckiem w śniegu. Z wypowiedzi duchów niezbicie wynika, że pan nie przestrzegał elementarnych zasad człowieczeństwa. Jeśli nie umiał być człowiekiem, nie może liczyć na zrozumienie ludzi. Nawet podczas Dziadów nie otrzymał od nich pomocy, gdyż tak ciężkie winy tylko Bóg mógłby rozgrzeszyć.

„Tak musisz dręczyć się wiek wiekiem,
Sprawiedliwe zrządzenia boże!
Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże”.

Lud wierzył w prawdy moralne, które mówiły, że za zbrodnie przeciwko humanitaryzmowi nie ma przebaczenia. Kara może spotkać człowieka również po śmierci, o czym przekonał się dziedzic.

Kiedy pozbawione złudzeń i nadziei na odkupienie win Widmo okrutnego pana zniknęło, Guślarz przywołuje na Dziady duchy pośrednie. 

Pojawia się pasterka, która także nie zaznała pełni człowieczeństwa. Zosia mieszkała w tej wiosce, była piękną dziewczyną, ale nigdy nikogo nie pokochała.

Młodzieńcy zabiegali o jej względy. Oleś, Józio i Antoś próbowali zwrócić na siebie uwagę bohaterki, lecz była ona wówczas płocha, wesoła, próżna i śmiała się z zalotów. Umarła, gdy miała dziewiętnaście lat, nie przeżywszy żadnej szczęśliwej chwili w ramionach  ukochanego. Przybyła na Dziady, ponieważ chciałaby, żeby chłopcy przyciągnęli ją do siebie i uwolnili w ten sposób od dręczącej zwiewności, bo ciągle jest zawieszona w przestrzeni między niebem a ziemią.

„Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
Że według bożego rozkazu:
Kto nie dotknął ziemi ni razu,
Ten nigdy nie może być w niebie”.

Zosia przede wszystkim sobie wyrządziła krzywdę, toteż Guślarz informuje ją, że jeszcze przez dwa lata wiatr będzie nią rzucał, a później uda się jej zatrzymać w niebie.

Zwykle uroczystość kończyła się nad ranem rozrzuceniem pożywienia duchom, które nie ukazały się na Dziadach. Tym razem stało się jednak inaczej. Ustalony tradycją porządek zakłóciła mara, a jej zachowanie wprawiło w zakłopotanie nawet Guślarza.

Widmo nie reagowało na żadne zaklęcia, nie bało się przekleństwa, a próby nawiązania z nim kontaktu ignorowało milczeniem. Duch, pokazując zranione serce Dziewczynie, zatopił w niej wzrok. Prawdopodobnie popełnił samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości.


„To jest nad rozum człowieczy!
Pasterko! znasz tę osobę?
W tym są jakieś straszne rzeczy.
Po kim ty nosisz żałobę?
Wszak mąż i rodzina zdrowa?
Cóż to! nie mówisz i słowa?”

Po kim, a może po czym ona rozpacza? Uśmiecha się na jego widok, odwraca w jego stronę głowę, więc jest jej bliski, tak, jak ona jemu, ponieważ, gdy wyprowadzają Dziewczynę z kaplicy, duch wszędzie podąża za nią. Jeżeli wszyscy członkowie jej rodziny żyją i są zdrowi, to ona nosi żałobę po niespełnionej miłości. Nasuwa się tylko refleksja, czy rzeczywiście tak było, czy to tylko marzenie mary – poety romantycznie rozkochanego w Maryli? Milczenie obojga musi w tym momencie pozostawić pytanie z jednej strony w sferze przypuszczeń, z drugiej poddać je subiektywnym odczuciom i interpretacji każdego czytelnika.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Adam Mickiewicz, Dziady. Poema,  Warszawa 1974

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz